Comfort zone

Słyszeliście zapewne o pojęciu „comfort food”. To proste dania, które przywołują nam na myśl lata dzieciństwa, albo po prostu kojarzą się z błogostanem, beztroską, bezpiecznym, dobrym czasem. Komfortowe jedzenie to zwykle nie jest nic wymyślnego – żadna tam kaczka w pomarańczach, ani creme brulee, to może być pomidorowa z ryżem, albo chałka z grubą warstwą masła, albo twarożek ze szczypiorkiem. Idąc tym tropem powołano do życia kilka innych terminów z „comfort” w nazwie i tak na przykład możemy powiedzieć o „comfort place” czy „comfort zone”.
To ostatnie może dla każdego znaczyć co innego – moja mama powie, że jej strefa komfortu to las, szum wysokich sosen, zapach żywicy, zieleń. Moja siostra na to, że Mazury, żagle w łopocie, słońce we włosach i wiatr. Ja powiem, choć kocham podróżować i poznawać nowe zakątki, że strefa komfortu to moja własna kuchnia. I nie dlatego, że moje horyzonty zawężone są do mieszania chochlą w garnku z rosołem, ale dlatego, że tu mam wszystko, co wprawia mnie w poczucie błogostanu, sprawia, że czuję się bezpiecznie i po prostu – komfortowo.

makehouseahome

Po pierwsze kawa. Dobra, ziarnista kawa, którą sama sobie mielę przed każdym parzeniem i która swym cudownym aromatem dominuje dom. Po drugie ciastka – niemalże zawsze obecne w moim domu. Piekę je co kilka dni, bo przepis jest równie prosty co wyjście do spożywczego, ale tu mam pewność, że jemy możliwie zdrowe słodycze. Poza dom pachnący świeżo wypieczonymi ciastkami owsianymi przywodzi mi na myśl cudowne wspomnienia z dzieciństwa. (Chcecie przepis? Oto on: 2 szklanki płatków owsianych górskich, 1 szklanka mąki pszennej, 1 kostka masła, 3/4 szklanki cukru trzcinowego – całość zagniatamy, formujemy kuleczki, które następnie rozpłaszczamy dłonią na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, piekarnik na 180C, 10-12 minut i puszka na ciastka wypełniona po brzegi – czy może być prościej?).
Lubię też świeże kwiaty. Niestety mój domowy budżet nie obejmuje wycieczek do kwiaciarni co kilka dni. Dlatego za każdym razem gdy idę biegać wybieram ścieżki możliwie dzikie  i zbieram polne kwiaty. Na moim stole gościły już maki, chabry, dzwonki i rumianki (aktualnie wszystkie wymienione kwitną w najlepsze). Wystarczy kilka w wazonie – od razu jest piękniej.
Mam też słabość do galerii ściennych. Wieszam nie tylko fajne fotografie rodzinne, ale także rysunki dzieci, ich śmieszne cytaty, których nie chcę zapomnieć, czy laurki dla nas, rodziców. Takie właśnie akcenty, sprawiają, że mój dom to moja osobista strefa komfortu.
A jaka jest Wasza?

Komentarzy: 0
20 czerwca 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *