Hooray for Gray!

Jest szary i szary.
Ten pierwszy kojarzy się kiepsko. Z szaroburością, nijakością, smutkiem i stanem depresyjnym. Szarzyzna nie jest synonimem radości i witalności, a szara egzystencja nie należy do najbardziej pożądanych.
Ale przecież jest jeszcze inna odsłona szarości. Ta miła dla oka, miękka, kojąca. Czasem nawet dystyngowana. Taka, której tak wiele we wnętrzach zaaranżowanych na modłę skandynawską. Szarość, która stanowi idealną bazę dla kolorowych dodatków.
Oglądając inspiracje wnętrzarskie na Pintereście i propozycje aranżacji na blogach nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dominuje ta druga perspektywa, ta pozytywna, ta, która oddaje odcieniom szarości piedestał niegdyś dlań zupełnie niedostępny. Cieszy mnie, że kolor szary uchodzi za elegancki i szlachetny, oraz fakt, że utorował sobie obok bieli i czerni mocne miejsce w klasyce.  Jednocześnie fajnie, że nie jest w tej uniwersalności nudny. Szczególnie wtedy, gdy jego monopol zostanie odpowiednio przełamany.

 

 

Dla mnie szarość we wnętrzu jest wyborem tak oczywistym, jak to, że w czerwcu odżywiam się głównie truskawkami, a zimą przesiadam się na przyciężkawe potrawy mięsne, najchętniej w swojskim towarzystwie kartofli i buraków. Tak po prostu mam. Jednak szarość jest dla mnie poza zjawiskiem sezonowości, bo z podobnym entuzjazmem owinę się puchatym, popielatym kocykiem, jak i zawisnę na grafitowym hamaku rozpostartym między dwiema sosenkami.
Serio, szary rządzi.

hooray_for_grey

Komentarzy: 0
06 czerwca 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *