Nie mam, co prawda, jeszcze w domu nastolatka, ale mam jego zalążek. Czyli dziesięciolatka. A taki dziesięciolatek jest dziś mniej więcej tym, czym był dwunastolatek w naszym pokoleniu. Czyli ogólnie łatwo nie jest. To wciąż dziecko, które samo, z własnej woli, pakuje się czasem matce na kolana (oczywiście tylko wtedy, gdy na horyzoncie nie majaczy sylwetka kumpla), ale już odrębny byt, który coraz mocniej i wyraźniej manifestuje swoje własne poglądy. To niby maluch, który boi się burzy i w środku nocy ląduje w naszym łóżku, ale też – kawał faceta, który nosi trampki dokładnie w tym samym rozmiarze, co jego matka.

Ma on też – ten-prawie-nastolatek – wielkie ambicje, by być traktowanym jak najpoważniej. Również, w kwestii proponowanych mu ubiorów.
I tak miałam ostatnio przedsmak tej nastoletniej dyktatury modowej, gdy moja mama, bardzo zadowolona z siebie przyniosła mi kilka tiszertów upolowanych na aktualnie trwających letnich przecenach. Jeden – z armią minionków, drugi – w kolorowe kropki, trzeci – żółciutki jak kaczeniec. „Nie będę tego nosił” – mruknęło moje dziecko, na szczęście dopiero, gdy babcia opuściła nasze progi. Nie zdziwiło mnie to wcale. Wiem, że teraz jego szafę opanowały szarości, czernie, granaty i zieleń khaki. Dopuszczalne są także brązy, ale bez przesady i ewentualnie błękit, ale w niezbyt natężonej ilości. Wychodzę na przeciw jego aktualnym preferencjom, bo nie chcę tłamsić jego dojrzewania. Może trochę za wcześnie wystartowało, ale czy mam na to wpływ?ten_year

ten_yeaar

Pierwszy odruch po takim bezkompromisowym „nie będę” jest: „owszem, będziesz”, ale uwierzcie mi – to droga donikąd. Owszem, babcia na pewno chciała dobrze i szkoda tych minionków i kolorowych groszków, ale przecież to chyba niewystarczający powód, by prawie-nastolatka zmuszać do zakładania czegoś, co jego zdaniem jest niedopuszczalnie infantylne!

Jak zatem ubierać dzieci, które już nie są maleńkie?
Na pewno – słuchać. Nie oznacza to oczywiście, że każdy ich pomysł musi koniecznie spotykać się z naszą aprobatą. Ale słuchanie siebie nawzajem do jedyny sposób, by uniknąć nieporozumień i międzypokoleniowego konfliktu. Skoro tiszert w groszki nie jest tym, co mój dziesięciolatek uznaje za licujące z jego powagą, pogadam z nim, by wystąpił choćby w roli piżamy lub odzienia domowego.

Kompromis to jedno z ważniejszych słów-kluczy w słowniku rodzinnym, im jestem starsza tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu.

Komentarzy: 0
26 lipca 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *