Last days of summer

Last days of summer never felt so cold, śpiewał nieśmiertelny The Cure, na szczęście w tym roku nas to nie dotyczy. Jest całkiem ciepło, słonecznie i  w sumie nic nie zapowiada, by miało się to zmienić. No ale realia pozostają nieubłagane. Za moment skończy się sierpień i już za kilka dni będę gnać z dzieciakami do szkoły, na łeb, na szyję, byle zdążyć przed dzwonkiem. Weekendowe wypady nad wodę zastąpią grzybobrania i szuranie w kolorowych liściach. Tartę z malinami zdetronizuje szarlotka, pierogi z jagodami ustąpią miejsca śliwkowym knedlom. Czy to mnie zasmuca? Ani trochę. Znów będzie inaczej. Znów będzie fajnie.

Uwielbiam tę różnorodność, jaką serwuje nam szerokość geograficzna, w której żyjemy. Lato jest super, ale czy doceniałabym je w podobnym stopniu, gdybym miała je na okrągło? Czy celebrowałabym ofiarowane przez letnią aurę przyjemności? A zima, czy zachwycałaby mnie w podobnym stopniu, gdybym marzła dwanaście miesięcy w roku? Szczerze wątpię.

Jesień, nieco melancholijna i nostalgiczna, jest również zachwycająca, nastrojowa i diabelnie fotogeniczna. To także czas, gdy znów zaszywamy się w domu, na nowo odnajdując przyjemność z budowania domowego kokonu. Ten kokon dla każdego może oznaczać co innego. To może być sterta książek, które latem leżały odłogiem, a teraz wreszcie skradną uwagę na dłużej. To mogą być niedzielne obiady w większym rodzinnym gronie, na które latem nie było czasu. Jednak mianownik jest wspólny – jesienny kokon budują detale.  To domowe tekstylia: pledy, narzuty, poduchy; to także potrzeba doświetlenia czterech kątów nowymi punktami świetlnymi, kiedy dzień niemiłosiernie się skraca; to różne dekoracje, sprawiające, że dom jest jeszcze przytulniejszy.

A więc na dniach rozpoczynam wicie jesiennego gniazda! Kto się przyłącza?

Komentarzy: 0
25 sierpnia 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *