pierwszą część wywiadu znajdziecie tutaj – KLIK!

….

A powiesz ile lat ma najmłodszy dziergający wolontariusz?

Z tego, co wiem najmłodsza wolontariuszka, która podpisała z nami umowę ma 12 lat. Do ośmiorniczek wciągnęła ją jej mama, która też z nami współpracuje. Współpracujemy również z Zespołem Szkół w Zalesiu Górnym – tam również aktywnie działa Dyrekcja oraz sami uczniowie. W szkole odbyły się już kilkukrotnie warsztaty dziergania ośmiorniczek.

Chciałabym pogratulować rodzicom tych dzieci tak wspaniałego dzieła wychowawczego! Czy Ty również planujesz kiedyś zaangażować w pracę na rzecz fundacji własne dzieci? Czy pozostawiasz im swobodę wyboru?

Nie mam zamiaru niczego narzucać moim dzieciom. Staram się pokazywać im różne możliwości, ale to czym zajmą się w przyszłości zależy tylko od nich. Przypuszczam, że ich plany będą zmieniać się wielokrotnie. Mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się w nich zaszczepić empatię i chęć pomagania innym. Moje córki wiedzą czym się zajmuję i wiedzą na czym polega akcja ośmiorniczkowa. Nauczyły się rozróżniać ośmiorniczki zrobione prawidłowo i te które powinny być poprawione. Czasami pomagają mi w pakowaniu włóczek dla wolontariuszy albo w pakowaniu ośmiorniczek dla rodziców. Pamiętam sytuację, kiedy się bawiły i nagle jedna z nich posadziła drugą na kanapie, a następnie – trzymając w dłoni jedną z ośmiorniczek – opowiadała o akcji. Byłam zdumiona, gdy usłyszałam jak wiele wie na ten temat.

 

Opowiesz jakąś wyjątkową historię? Coś, co Cię chwyciło za serce i trzyma do tej pory?

Na pewno najbardziej wzruszającym dla mnie momentem w tej całej akcji i prowadzeniu Fundacji była wizyta na oddziale dla wcześniaków. Jest to dla mnie ważne wspomnienie, które często dodaje mi siły, kiedy zaczyna brakować mi zapału, a takich momentów jest wiele. Praca w Fundacji nie polega tylko na wysyłaniu włóczek do wolontariuszy. Prowadzimy mnóstwo dokumentacji. Biurokracja jest przytłaczająca. Zajmujemy się wszystkim sami z zarządem od podstaw, a żadne z nas nie miało doświadczenia w tej kwestii. Niestety nie jest łatwo zaleźć informacje jak prowadzić fundację, a musimy spełniać sporo wymogów. Zdajemy sprawozdania, prowadzimy statystki, sporządzamy mnóstwo regulaminów wewnętrznych, dokumentację do szpitala, umowy z wolontariuszami. Wszystko opracowaliśmy sami z nieocenioną pomocą naszego prawnika, który wspiera nas pro bono. Gdyby nie on, nie wiem czy udało by się uzyskać status fundacji. Niejednokrotnie miałam momenty, kiedy te wszystkie papiery zaczynały mnie przerastać. Cały czas musimy dbać o to, by pozyskiwać fundusze na dalszą działalność, a koszty prowadzenia fundacji też nie są najmniejsze. Prowadzimy bazarek, stronę WWW, fanpage, konto na Instagramie i grupę dla 4 tysięcy osób. To trudne zadanie. W takich chwilach właśnie przypominam sobie wizytę na oddziale. Była to wzruszająca, ale i trudna chwila. Rodzice wcześniaków przeżywają bardzo stresujące chwile, patrząc jak ich dzieci walczą o życie, a nie mogą ich nawet przytulić. Bardzo się cieszę, że mogę chociaż w takim maleńkim stopniu dać im wiarę i oparcie, a tym kruszynkom ułatwić przetrwanie pierwszych dni w inkubatorze.

Jaką widzisz przyszłość dla fundacji, powiedzmy w perspektywie 2, 5 i 10 lat?

Przede wszystkim mam nadzieję, że nadal będzie działać. Mamy trochę planów, ale wiążą się z tym kolejne koszty. Chcielibyśmy utworzyć grupę wsparcia dla rodziców. W skład takiej grupy mieliby wchodzić lekarze specjaliści, psychologowie. Nikt nie może przygotować się do tego, że jego dziecko przyjdzie na świat za szybko. Kiedy tak się dzieje stres jest ogromny, a potęguje go niewiedza: jak się takim dzieckiem zajmować, gdzie szukać pomocy, jakie objawy są niepokojące, gdzie udać się na fizjoterapię itd.  Planujemy wydawać kwartalnik. W nim będą się pojawiać porady dla rodziców. Informacje o naszych wydarzeniach, relacje z warsztatów. Chcielibyśmy jako fundacja pomagać także chorym, starszym dzieciom. Staramy się również realizować inne krótkoterminowe projekty. Będziemy skupiać się wokół pomocy w domach dziecka, hospicjach, przedszkolach. Liczymy również na współprace przy projektach z innymi jednostkami.  Możliwe, że w przyszłym roku uda nam się pobić rekord Guinnessa jako największa liczba dziergających osób jednocześnie. Oczywiście dziergać będziemy ośmiorniczki J Mam nadzieję, że za kilka lat nasze ośmiorniczki zawitają w jeszcze większej liczbie placówek.

Czasem myślę, że pomaganie to jedna z nielicznych form aktywności pozazawodowej, która przynosi prawdziwą, nieudawaną satysfakcję. Co musiałabym zrobić, żeby Was wesprzeć? Ile czasu musiałabym wygospodarować w mojej dobie, by zasilić Wasze grono?

Dobre pytanie. Często osoby, które chcą pomóc w dzierganiu sądzą, że narzucamy jakiś limit ośmiorniczek, które trzeba wykonać. Tymczasem wszystko zależy od naszych chęci, możliwości i wolnego czasu. Można zrobić jedną ośmiorniczkę na miesiąc, a można 10. Jedną ośmiorniczkę wprawiona rękodzielniczka dzierga około trzech godzin, więc mimo wszystko to sporo czasu. Pragnę jednak zaznaczyć, że osoby już wprawione robią ośmiorniczkę na przykład podczas oglądania filmu. Schemat jest dość prosty i łatwo go zapamiętać. Nasze wolontariuszki to zazwyczaj zapalone szydełkowiczki, które wszędzie zabierają ze sobą szydełko i dziergają przy każdej sposobności np. w parku na ławce, podczas jazdy samochodem (oczywiście będąc pasażerem 😊), a te całkiem zakręcone zabierają ze sobą akcesoria nawet na urlop nad morzem. Wspomnę również, że pomóc nam można nie tylko poprzez dzierganie.  Jeśli ktoś prowadzi bloga, zachęcamy, aby napisał o nas kilka słów w swoim poście. Można udostępniać nasz profil na Facebooku lub na Instagramie.  Zachęcamy do wpłacania symbolicznych kwot na konto. Jako Fundacja zapewniamy materiały wolontariuszom, a to koszt ok. 3 tys. miesięcznie na samą włóczkę (aż 30 kg bawełny!). Można nam podarować włóczkę albo udostępnić lokal. Więcej szczegółów, o tym jak nas wesprzeć można znaleźć na stronie www.fundacjamalychserc.pl , w zakładce współpraca.

Dziękuję za kolejne, wspaniałe spotkanie. Jesteś inspiracją i wzorem do naśladowania. Czuję się szczęśliwa, że będąc częścią teamu KiK, mogę czasem Cię zobaczyć i posłuchać.

Dziękuję również i mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie.

Z całą pewnością.

Komentarzy: 0
18 sierpnia 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *