Kolejna odsłona cyklu – mix … na trzy sposoby jest ukłonem w stronę  mody uniwersalnej. Trudno bowiem o coś bardziej uniwersalnego i ponadczasowego niż para klasycznych, granatowych jeansów oraz prosty, biały, bawełniany tiszert. Żadnych udziwnień, ćwieków, napisów, haftów, zdobień. Nic z tych rzeczy. Prostota, minimalizm, lecz nigdy: nuda. A cóż jest interesującego w zestawieniu, które jest przewidywalne i pospolite jak pajda chleba z masłem, zapytacie. Interesujący jest fakt absolutnej neutralności. Dżinsy i tiszert nadają się niemal na każdą okazję (pomijam okazje bardzo oficjalne, wymagające naprawdę eleganckiego outfitu), zniosą każdą stylizację, od japonek, przez trampki czy kalosze skończywszy na najbardziej wytwornych lub ekstrawaganckich  szpilkach. Podobnie z okryciem wierzchnim – żakiet, marynarka, parka, skórzana ramoneska, kardigan z frędzlami – wszystko gra  i zapewnia stylowość.

Uwielbiam taką prostotę, która otwiera setki opcji.
A, że jutro rano lecę na dwa dni do stolicy, gdzie czeka mnie między innymi spotkanie służbowe, lunch z ciotką, wieczór z przyjaciółką, a kolejnego dnia – spacer z kuzynem i jego rodziną, biorę aż cztery pary butów. Do tego para jeansowych spodni i kilka białych tiszertów.

Moja walizka nie zostanie wypełniona nawet w połowie.  😉

Komentarzy: 0
05 września 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *