Pragnienie mroku!

Ten tytuł jest przewrotny i taki ma być. Ale jestem matką dziesięciolatka z aspiracjami do dużo-więcej-niż-dziesięć i znam temat jak własną kieszeń. Skończyły  się chłopięce urocze błękity, świeże zielenie, wykwintne bordo i ciepłe musztardowe żółcie. Nastał czas mroku. Czerń szczególnie pożądana, grafit okej, popiel ujdzie. Cała reszta – dziękujemy za uwagę. Nie walczę z tym, bo nie ma sensu. Dorastanie jest trudne samo w sobie, po co je jeszcze nakręcać niepotrzebnymi dyskusjami. (Misiuuu, ale błękit tak ślicznie podkreśla twoje oczka, Skaaarbie, w zieleni wyglądasz tak uroczo – takich zdań nie chce słyszeć dziesięciolatek aspirujący do dużo-więcej, wierzcie mi).

Szaro-czarno to także lubiona gama dzieci Angeliny Jolie i Brada Pitta. Powiecie: ojej, jak smutno. Może i tak. Ale każdy czas w życiu rządzi się swoim prawami i skoro nasz mroczny rycerz (czy mroczna księżniczka) pragnie zanurzyć się w mrocznej toni czerni i szarości, nie powinniśmy stawać okoniem.
Ja nie zamierzam.

Czas bojkotu żywych, lub co  gorsza – u-r-o-c-z-y-c-h kolorów, to naturalny etap rozwojowy, związany z buntowaniem się przeciw zastanemu porządkowi, przeciw temu, co dorośli uważają za ładne, fajne, wartościowe. Wierzcie mi, gdyby szafa małego chłopca była pełna czarnych bluz i spodni, na pewno nie uciekłby w czerń dorastając, ale na przykład w kolory. Chodzi o to, by było na przekór. No i w żadnym wypadku nie dziecinnie.

Bo przecież dzieckiem on on już na pewno nie jest.  (Dla dobra ogółu nie zaprzeczaj. ;))

 

 

 

Komentarzy: 0
12 września 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *