Więcej światła!

Jesień jest cudowna, bez dwóch zdań. Ale ma jedną zdecydowaną wadę – jesienią robi się ciemno. I tak dochodzimy do niepodważalnej przewagi lata nad jesienią – latem słońce zachodzi o bardzo przyzwoitej porze. No ale nie można mieć wszystkiego. Jesienią można obrzucać się kolorowymi liśćmi, robić korale z jarzębiny, zbierać grzyby, konstruować ludziki z kasztanów i żołędzi. Jesienią można pojechać w góry i podziwiać niezapomniane widoki. Jesienią można piec szarlotkę, placek ze śliwkami, faszerować cukinię i papryki. Zasadniczo wiele jest zalet jesieni. Ale bez wątpienia nie należy do nich ilość dziennego światła.

No a skoro nie można mieć wszystkiego, może warto sobie dopomóc.
Osobiście z każdym wrześniem odnotowuję u siebie syndrom wicia gniazda. Syndrom jest niezwiązany żadnymi innymi danymi technicznymi (jak na przykład ciąża) poza tym, że nastaje ciemność i chłód, a ja zdecydowanie wolę jasność i ciepło. Na takie niedogodności reaguję zdecydowanie wyposażając się w ultra doładowanie w postaci dodatkowych źródeł światła. Na nowo odkrywam radość z siedzenia w czterech ścianach, o ile tylko są odpowiednio doświetlone. Odpalam kominek. Rozwieszam girlandy sznurów świetlnych. Ale nade wszystko wyciągam z czeluści szafek i szuflad wszystkie lampiony, świeczniki, podstawki pod tealighty.

Ich delikatne światło spowija pokój dzienny subtelnym blaskiem i sprawia, że każdy zaległy odcinek ulubionego serialu i każdy kolejny rozdział książki odkładanej latem na jesień, zyskuje wyjątkową oprawę. Serio, z tym całym nastrojem, stanem nazywanym przez Skandynawów hygge, aż nie chce się wychodzić z domu. Dziś na przykład mogłabym uczestniczyć w milionie imprez kulturalnych w moim mieście, ale odpaliłam masę świeczek, lampek i lampionów, zrobiłam pyszną tartę z cukinią i zostaję tu. Bo jesień jest super, o ile tylko trochę ją rozświetlimy.

 

Komentarzy: 0
08 września 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *