Jeszcze nie grudzień, ale też już nie październik. Ten czas zawieszenia między złotą polską jesienią a świętami, wybitnie rozwija moje horyzonty dekoracyjne. Trochę przedwcześnie wyjeżdżać z reniferami, gałęziami świerkowymi i całym tym bożonarodzeniowym jarmarkiem ;), a z drugiej strony koszyki pełne kasztanów wydają się nieco przeterminowane. I wtedy odkrywam subtelność dekoracji przejściowych – subtelnie już nawiązującej do tego, co przed nami (motyw gwiazdki, szyszki, poroże) ale dające duże pole do swobodnej interpretacji.

Szczególnymi względami darzę wszystko, co naturalne i widzę, że nie ja jedyna. W sklepach z wyposażeniem wnętrz można odnotować wyraźną inspirację światem natury, co w dobie mody na eko styl życia, powrót do korzeni w sztuce kulinarnej (sezonowość, naturalność, czerpanie garściami z tego, co dała matka ziemia) i generalne zwrócenie się ku naturze, wcale nie dziwi. Brokat i cekiny mają swoje pięć minut w roku (karnawał), srebro i złoto potrafią zachwycić (święta), neony nie mają sobie równych w stylistyce sportowej, ale nic tak nie chwyta za serce, jak piękno naturalnych dekoracji, ozdób i detali oraz kolorów ziemi.

Zachęcam Was do przyjrzenia się bliżej trendowi, niekoniecznie udania się zaraz na wielkie zakupy, ale może odkurzenia zalegających na strychu staroci – ja tak właśnie znalazłam piękne poroża i wiklinowy wianek, na którym babcia co roku przymocowywała drucikami różne okolicznościowe cuda (wiosną kolorowe piórka, zimą styropianowe muchomorki).

Listopad jest już faktem, więc zaczynam dekorować dom nieco inaczej niż z okazji jesieni… Kto się przyłącza? 🙂

 

Komentarzy: 1
01 listopada 2017

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *