Byle do wiosny!

I tak nadszedł moment zawieszenia pomiędzy tym, co zimowe, chłodne i szare, a tym co słoneczne, świergolące i przynoszące nadzieję. Przełom lutego i marca to trudny czas, kiedy serce już-już wyrywa się do wiosennych uniesień, ale widok za oknem mówi jednoznacznie: zbastuj kobieto, to jeszcze nie ten czas, może jeszcze jakieś nartki zaliczymy?

Pozostaje ratować się oczekiwaniem, wszak i ono może przynieść sporo radości. Takie czekanie umilam sobie zawsze rozmaitymi rytuałami. Jednym z moich stałych rytuałów jest kombinowanie przy domowych aranżacjach dekoracyjnych (tu ciężkie westchnienie mojego męża). Zmieniają się pory roku, zmieniają się nastroje, a więc i dom musi nadążać za rytmem.

Motywy kwiatowe stanowią zawsze modny akcent, a tym sezonie są wyjątkowo mocnym trendem. W grę wchodzą nie tylko wielkie formaty (tapety, murale, zasłony), ale również detale (poduszki dekoracyjne, naklejki ścienne, drobne akcesoria). W okresie przedwiosennym florystyczne wariacje zyskują szczególne znaczenie. Są odpowiedzią na tęsknotę za tym co ciepłe, jasne, pastelowe. Zanim ucieszą nas promienie słońca na ławce w parku, zanim usłyszmy świergolenie rozentuzjazmowanego ptactwa, nim trawniki zazielenią się, a drzewa zaczną kwitnąć na biało i różowo, inauguruję sobie sezon we własnym zakresie.

Swoją drogą, czy wiecie, że gałąź forsycji wstawiona teraz do wazony z wodą oraz ciepłego pomieszczenia w ciągu kilku dni ucieszy oko mnóstwem żółtego kwiecia? To jedna z rzeczy którą powtarzam co roku o tej porze – cudownie wygląda na stole i wspaniale krzepi! 

Komentarzy: 0
16 lutego 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *