The sweetest thing!

W 2016 królował nam miłościwie Rose Quartz, w zeszłym- Pale Dogwood, teraz – Ballet Slipper. Jak widać bez bladego różu świat wzornictwa nie obędzie się. I w sumie dobrze. Jest śliczny, uroczy, delikatnie dziecinny. Kojarzy mi się z Lolitą Nabokova, leżącą w ogrodzie skąpanym w letnim słońcu, nawijającą na palec pasmo blond włosów i puszczającą balona z gumy do żucia. Albo – z wielką chmurą waty cukrowej ponad głową zachwyconego dziecka. Albo – lodami malinowymi topniejącymi w upalny dzień. Czyli ogólnie – trochę słodyczy, trochę kiczu, wielki zachwyt.

Trudno się bez niego obyć. Szczególnie w przededniu wiosny. Stanowi w palecie kolorów taką swoistą ‚guilty pleasure’ czyli przyjemność z gatunku lekko wstydliwych. Zbyt długo pokolenie naszych rodziców mówiło o nim wzgardliwie „majtkowy róż”, a przecież to bardzo niesprawiedliwe określenie. Jasny różowy dawkowany z umiarem potrafi być bardzo elegancki. Doskonale konweniuje z szarościami (całą ich gamą – od popielu po grafit), beżem, zielenią khaki, miodowym żółtym, granatem. Jeśli jednak jesteśmy otwarci na mocne kontrasty warto rozważyć miętę, ciemną, butelkową zieleń, pomarańcz, cytrynową żółć.


Komentarzy: 0
24 lutego 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *