Fokus na: wiosenny balkon!

Aura nie zachęca na razie do wyściubiania nosa z czterech ścian, ale gdy zachęci chciałabym być gotowa. Czerpać z niej garściami. Wypić poranną kawę patrząc na zieleniący się pod moim oknem park. Od tygodni magazynuję akcesoria i rośliny, którymi sprawię, że mój kilkumetrowy balkon stanie się miejską dżunglą i oazą czystego powietrza pośród spalin. Nie mam niestety ogrodu (trudno go mieć w centrum miasta), więc robię co mogę, by w letnie wieczory móc odpalić sobie choćby jego namiastkę. Zanim wjadę z lampionami, girlandami lampek i kilogramami tekstyliów postanowiłam zadbać o bazę, czyli zieloności. Mój metraż nie należy do wybujałych, liczy się praktycznie każdy centymetr, dlatego chętnie korzystam z opcji podwieszenia czy ustawienia piętrowo, na przykład na sprytnej drabince.

Urban-jungle to termin mocno eksploatowany przez projektantów wnętrz i stylistów. Odnosi się głównie do roślin we wnętrzach, kaskad wiszących bluszczy, dziurawych parasoli monster i zastawionych sukulentami parapetów. Przeniesienie idei na balkonu jest więcej niż oczywiste. Skoro dżungla w domu, a naturalnym przedłużeniem domu w sezonie wiosenno-letnim staje się balkon lub taras, to wiadomo, że i tam dżungla musi zaistnieć!

Co już mam? Kilka metrów drewnianej podłogi, która można dostać w każdym markecie budowlanym, a która wspaniale ociepla całość aranżacji i spokojnie wytrzyma kilka lat egzystowania w różnych warunkach pogodowych. Mam też kilka worków ziemi, rośliny i całą masę donic. Czego nie mam, a zamierzam jeszcze mieć? Jeszcze więcej roślin, kilka poduch do siedzenia, sznur żarówek takich w industrialnym stylu.

A Wy? Jak tam Wasze balkony po zimie? 🙂

Komentarzy: 0
23 marca 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *