Pamiętacie wywiad ze stypendystą  Akademii Odnalezionych Nadziei? Zainteresował Was?
Dziś z kolei odwiedzam Monikę Chmielewską, prowadzącą Rodzinny Dom Dziecka w Ozorkowie, wspieranym przez Happy Kids, fundację współpracującą z Help and Hope. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego przedsięwzięcia i choć wiedziałam od dawna, że takie miejsca istnieją, to jednak zetknąć się z kimś, kto postanowił oddać się pomocy inny, jest wielkim przeżyciem.

Dzień dobry, Moniko. Na początku wielki ukłon i wyrazy szacunku za to, co robisz. To wspaniale, że istnieją na świecie ludzie, dla których drugi człowiek jest ważniejszy niż on sam. W Twoim przypadku są to dzieci. Ile ich jest? W jakim są wieku?

Dzień dobry. Dziękuję. Rodzinny Dom Dziecka prowadzimy z moim mężem Radkiem od ponad 4 lat. Wtedy postawiliśmy do góry nogami całe nasze dotychczasowe życie i wraz z naszym synem Jaśkiem, który miał wtedy 10 lat, psem Dolarem i kotką Zofią wyprowadziliśmy się z Łodzi do Ozorkowa aby zaopiekować się 6 dzieci, które tego w tym momencie potrzebowały, najmłodszy chłopczyk miał wtedy rok, najstarszy nasz podopieczny 16 lat. Przez te ponad 4 lata ilość dzieci mieszkających w naszym domu zmieniała się, z reguły mamy pod opieką 8 wychowanków. Dzieci odchodzą od nas do rodzin biologicznych kiedy ich rodzice są gotowi na przejęcie opieki nad swoimi pociechami. Obecnie od trzech tygodni jest z nami  tylko 5 dzieci (trójka rodzeństwa dwie dziewczynki i chłopiec wróciła właśnie do mamy biologicznej), najmłodszy Piotruś ma 9 miesięcy, 4 letnia Wiktoria, 9 letni Patryk, 11 letnia Dagmara, 20 letni Dawid i oczywiście nasz syn Jasiek, który ma 15 lat. Poza tym mamy 3 koty i dwa psy.

Tak spora rozpiętość wiekowa dzieci, dla których tworzysz dom to masa bardzo odmiennych, rozmaitych Ja mam dwoje dzieci w różnym wieku i sama ledwo nadążam za ich różnymi potrzebami. Co dopiero gdy jest ich tak wiele!

To prawda, dzieci i ich potrzeby wypełniają większość mojego dnia, ale nie narzekam. Nie wiem co to nuda, bo zawsze mam mnóstwo rzeczy do zrobienia. Od zwykłych domowych czynności, takich jak gotowanie, pranie, sprzątanie do wizyt u lekarzy, pracy nad deficytami dzieci w domu i na zajęciach dodatkowych. Mieszkamy na obrzeżach Ozorkowa i wiele czasu zajmują nam też dojazdy do szkoły, przedszkola, lekarza itd. Myślę, że to kwestia organizacji czasu i nie przejmowania się drobiazgami.

W jakim wieku podjęłaś decyzję o stworzeniu miejsca, które da domowe ciepło dzieciom ze smutnym bagażem doświadczeń?

W 2013 r. (miałam wtedy 37 lat) przypadkowo natknęłam się w internecie na ogłoszenie Fundacji Happy Kids, o tym, że szukają rodziców do poprowadzenia rodzinnego domu dziecka i uznałam, że to jest to, co chciałabym robić. Przeprowadziłam z mężem i synem naradę rodzinną i podjęliśmy kroki, by móc prowadzić taki dom. Przeszliśmy specjalny kurs, mnóstwo badań weryfikujących to, czy się nadajemy do roli rodziców zastępczych i od 1 grudnia 2013 r. jesteśmy w Ozorkowie razem z naszymi Dzieciakami.

Skąd w Tobie ta idea niesienia pomocy innym? Czy pamiętasz moment, w którym zakiełkowała w Tobie pierwszy raz?

Skończyłam pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą i już podczas praktyk studenckich w domu dziecka wiedziałam, że chcę pomagać dzieciom, które tam mieszkają. Po skończeniu studiów moje ścieżki zawodowe powiodły mnie w innym kierunku, ale zawsze praca z dziećmi i dla dzieci była moim priorytetem i wokół tego kręciła się moja kariera zawodowa.

Opowiedz coś o instytucji Rodzinnego Domu Jak to działa? Kto decyduje które dzieci wejdą w skład Waszej rodziny? Jak dzieci zwracają się do Ciebie?

Rodzinny Dom Dziecka to na co dzień zwykły dom, w którym mieszka trochę więcej dzieci. Trafiają do nas dzieci, których rodzice nie wypełniają swoich obowiązków w sposób prawidłowy, często z powodu choroby alkoholowej . To dzieci po traumatycznych przejściach, doświadczone przemocą, zaniedbane zdrowotnie i emocjonalnie. Do naszego domu dzieci kieruje zgierski PCPR, ale to ja ostatecznie decyduję kogo przyjąć.  Staram się, żeby trafiało do nas dziecko, które jest młodsze od najmłodszego aktualnego podopiecznego. Pozwala to na zachowanie naturalnego biegu powiększania się rodziny. Starsze dzieci mówią do mnie i do męża per ciociu i wujku, ale maluchy zwracają się do nas tato i mamo. To jest zawsze wybór dziecka jak chce się do nas zwracać i my się na to godzimy, bo chcemy, żeby dzieci czuły się z nami bezpiecznie i komfortowo, tak jak w normalnej rodzinie. Chociaż zawsze podkreślamy rolę rodziców biologicznych w życiu dzieci i pracujemy na powroty do rodzin. Jeśli rodzic biologiczny tylko chce, to może istnieć w życiu swojego dziecka, pomimo że przebywa ono w naszym Domu. Wiadomo, że musi spełnić określone warunki, jeśli nadużywa alkoholu i z tego powodu odebrali mu dziecko, to musi zachować abstynencję przede wszystkim.

Słyszałam, że przedsięwzięcie jakim jest Rodzinny Dom Dziecka to twór właściwy W innych krajach praktycznie nie istnieje. To prawda?

Tak, to prawda. W innych państwach dzieci w trudnej sytuacji kierowane są do zawodowych rodzin zastępczych.

Co okazało się największym wyzwaniem?

Dla mnie osobiście najwięcej problemów przysparza mi współpraca z urzędnikami niestety, którzy nie widzą w naszych dzieci ludzi tylko teczki, które trzeba uzupełnić. Nie ważne są uczucia dzieci, ich poczucie bezpieczeństwa i szeroko rozumiane dobro.

Odwróćmy zatem poprzednie pytanie: co pozytywnie zaskoczyło Cię?

Największą nagrodą jest dla mnie pamięć o nas dzieci, których już z nami nie ma, bo wróciły do rodziców. Wszystkie wiadomości od tych dzieciaków i ich rodziców, to, że miło nas wspominają i sami z siebie podtrzymują kontakt z nami to dowód na to, że to co robię ma sens i że robię to dobrze, pomagam dzieciom i ich rodzicom odbić się od dna i zawalczyć o nowe, lepsze życie.

Jak spędzacie Wielkanoc? Ktoś do Was przybywa? Dzieci pomagają w przygotowaniach?

Dzieci, które są w bliskim kontakcie ze swoimi rodzicami spędzają święta razem z nimi w swoich domach rodzinnych. My zostajemy w tym roku z najmłodszym Piotrusiem i najstarszym Dawidem. Odwiedzi nas rodzina i przyjaciele, my także zostaliśmy zaproszeni w gości. Dzieci im młodsze tym chętniej pomagają w przygotowaniach, potem z wiekiem te chęci przechodzą, ale nie mogę narzekać, bo zawsze mogę liczyć na pomoc moich Dzieciaków w gotowaniu, sprzątaniu i zakupach.

Jeszcze raz – niskie ukłony! Wesołych świąt i jak najwięcej radości z tego wspaniałego przedsięwzięcia jakim jest Rodzinny Dom Dziecka!

Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich świątecznie.

Komentarzy: 0
30 marca 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *