Daj dziecku FAJNY tiszert!

 

Gdy byłam mała, największym faux pas było SPREZENTOWANIE MI ODZIEŻY. Ale nie, że mama mi kupiła spodnie albo koszulkę, bo potrzebuję spodni albo koszulki. Chodzi mi o prezent na okazję, taką jak urodziny czy Gwiazdka. Zamiast lalki ze zginanymi kończynami i i włosami, które można bez końca czesać, komplet skarpet. Zamiast fajnej gry planszowej, w której krokodyla paszcza przycina boleśnie paluchy graczy, secik dresowy, idealny na podwórko (ze wzmocnionymi kolanami!). Zamiast tabliczki czekolady z orzechami, piżamka. Flanelowa.
Brrrrr.

Pamiętam to wyraźnie i z tym większym zdumieniem odnotowuję, że moje dzieciaki LUBIĄ dostać fajną odzież. By jednak nie odlecieć za daleko w tym zachwycie, warto odnotować jedną istotną rzecz:  FAJNY w moim i ich rozumieniu niekoniecznie znaczy to samo. A nawet zaryzykuję stwierdzenie, że W OGÓLE nie znaczy.

Ty widzisz grzeczne paski, elegancką polóweczkę, względnie wesoły princik w gwiazdki/chmurki/wisienki (niepotrzebne skreślić). Ono widzi cekiny, które w zależności od strony są błyszczące lub matowe, różowe lub strebrne, puszczają oczko albo i nie. Albo jeszcze co innego widzi, na przykład nieokresanego wojownika z mieczem w kolorze ciekłej lawy, który znaczy nim mniej ni więcej – nie igraj ze mną, bo pożałujesz. Może też widzieć zarys pięknie umięśnionej klaty, jakby żywcem przejętej od jakiegoś superbohatera.

Tak, że tak to wygląda. Wasze wizje mogą być nieco niekompatybilne.
Więc jeśli nie chcesz, by dziecko poczuło się jak ja, gdy dostawałam flanelową piżamkę (w szkocką kratę!!! Help!), kup mu to, co go kręci. Zainwestuj w cekiny, umięśnione klaty i miecze świetlne.
Widzieć jego entuzjazm  – jedna z fajniejszych w życiu rzeczy.
Howgh!

Komentarzy: 0
06 kwietnia 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *