Mam dwoje szkolnych dzieci, więc znam temat dogłębnie.
Na dodatek los sprawił, że mogę się nazwać ekspertką zarówno od młodzieży zdyscyplinowanej i samodzielnie ogarniającej temat (starszy egzemplarz), jak i tej, nad którą trzeba stać (młodszy egzemplarz). W tej sytuacji, oczywiście, na większą uwagę zasługuje ten drugi przypadek. Bo z tym pierwszym sprawa jest prosta: jeśli coś działa, nie gmeraj w tym. Zostaw, niech działa dalej.
Całe swoje moce przerobowe, cierpliwość i energię przerzuć tam, gdzie nie działa. Albo: działa, ale z mozołem.

Zacznę od tego, że nie jest lekko.  Nie bez kozery nie zostałam pedagogiem. Nie mam za grosz cierpliwości w sytuacji, gdy uczeń odpływa myślami hen daleko, a ja wyciskam siódme poty, by przybliżyć mu zagadnienie. Wychodzę z siebie, raz za razem. Jedynie resztki przyzwoitości każą mi nie korzystać z całej skali moich strun głosowych, a mam sporą tę skalę, kilka razy było mi dane to sprawdzić. Jeśli odczuwacie coś podobnego, wiedzcie, że nie jesteście sami.  Jesteśmy tylko ludźmi. Nie oznacza to jednak, że nie mamy nie pracować nad sobą.

Dziś parę słów o tym, jak przetrwać wymuszoną na nas, rodzicach, edukację domową i nie zaprzepaścić dobrych relacji z dziećmi. Bo w głębi serca każdy z nas się zgodzi – to, czy nasza latorośl pisze bez błędów ortograficznych, prosto i schludnie jest dużo mniej istotne, niż to, czy z naszych lekcji wychodzi bez szwanku na kondycji psychicznej. Krótko mówiąc – dobra relacja z dzieckiem i jego dobrostan jest czymś znacznie ważniejszym niż wypełnienie wszystkich zadań z Librusa. Ok, skoro już to ustaliliśmy, przechodzimy do listy przykazań, dzięki którym ten przedziwny czas nie stanie się dla nikogo epizodem traumatycznym:

  1. Stwórz grafik codziennych aktywności, ale miej w sobie odrobinę luzu, by go minimalnie modyfikować. Jeśli uczeń jest bliski załamania, odpuść. Zarządź przerwę wcześniej.
  2. Od tego, czy zrobimy komplet zadań nie zależy niczyje życie. Jeśli czujesz, że jeszcze chwila i eksplodujesz, zostaw. Zrobicie to jutro. Albo w sobotę. Albo za tydzień.
  3. Nie szczędźmy sobie dobrego słowa, uśmiechu, przytulenia. Nie chodzi o teatralne chwalenie za każdy prosto narysowany szlaczek. Chodzi o to, by pamiętać, że jesteśmy w tej sytuacji razem, wszyscy mamy pod górkę. Chodzi o to, by zrównoważyć wymagania, strofowanie i wylewającą się czasem frustrację, serdecznymi gestami.
  4. Nie miejmy zbyt dużych oczekiwań – od siebie w roli nauczyciela, dziecka w roli ucznia, systemu. Nie fiksujmy się, że musi być idealnie. Nie musi w ogóle, a w tej sytuacji szczególnie.
  5. Pamiętajmy – WSZYSTKO MIJA (nawet najdłuższa żmija ;)). Powtarzałam to sobie chodząc w kółko z wrzeszczącym wniebogłosy niemowlęciem, powtarzam teraz. To minie. Jeszcze będzie pięknie.Ściskam!

Komentarzy: 0
03 kwietnia 2020

Dodaj komentarz

Celem korzystania z systemu komentarzy, a zatem celem realizacji tej społecznościowej usługi, w związku z koniecznością zabezpieczenia przed spamem oraz ze względu na chęć zachowania bezpieczeństwa oraz zabezpieczenia ewentualnych roszczeń osób trzecich, prosimy Cię o podanie adresu e-mail i wyrażenie zgody na przetwarzanie danych osobowych.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych w postaci udostępnionego przeze mnie adresu e-mail, imienia/nazwiska/imienia i nazwiska/nicka w celu realizacji usługi społecznościowej dodawania komentarzy. Podanie danych jest dobrowolne, aczkolwiek konieczne do korzystania z usługi. Informujemy, iż administratorem danych osobowych jest KIK TEXTIL SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ z siedzibą we Wrocławiu (dowiedz się więcej)