Moje dzieci, co prawda, wyrosły już z tego stanu, kiedy podróż z nimi bywała wyzwaniem, ale przecież wspomnienia są wciąż żywe. Doskonale pamiętam siebie mknącą długimi godzinami ku Bałtykowi z dwójką szkrabów, z których jeden skarżył się, że znów umiera z głodu, a drugi mantrował bez końca ile jeszcze?… To nie jest łatwa rzecz – podróżowanie z dziećmi. Natomiast nigdy nie zajmę stanowiska, że jęki z tylnej kanapy mają nas przed podróżowaniem powstrzymać. Nie ma takiej opcji.

Po prostu trzeba to rzeczy podejść kompleksowo, przygotować się, uzbroić, być gotowym na różne ewentualności. Najistotniejsza według mnie rzecz to prowiant. Powinien zawierać duuuużo napojów i całą masę rozmaitych zakąsek. Marchew w słupki, rzodkiewka, kalarepka, ogórek świeży lub małosolny to mój stały repertuar. To rzeczy niebrudzące, nie tryskające sokiem, a doskonale spełniające rolę „czegoś na ząb”. Oprócz tego owoce – niesoczyste, niefarbujące – jabłko, gruszka, banan. I zawsze mile widziane – orzechy, suszone owoce, batoniki muesli (czytaj skład!).

Druga ważna sprawa to możliwość snu, bez groźby opadającej na pierś głowy czy uderzania nią o szybę. Rogal, zakładany na szyję to samochodowy must-have. Do tego jeszcze dodałabym pled lub dwa. Podczas snu odczuwamy temperaturę wokół nas zupełnie inaczej niż wtedy, gdy nie śpimy. Klimatyzowana kabina auta może być zbyt chłodna dla szkraba, który chce się zdrzemnąć. Umówmy się – jego drzemka jest w obupólnym interesie. Zadbajmy, by przebiegła bezproblemowo i potrwała długo.

Trzecia sprawa – mokre chusteczki. Nawet jeśli nie macie już niemowlęcia na pokładzie, wierzcie mi – wszyscy ich potrzebujemy. Posiadanie dzieci sprawiło, że mokre chusteczki weszły na stałe do wyposażenia mojej torebki/auta/plecaka turystycznego. Ratują wiele opresji. Są jednym z takich niepozornych, acz rewolucjonizujących życie wynalazków. Niby nie rakieta kosmiczna, a jak się dobrze zastanowić…

Czwarta sprawa, ale wcale nie mniej istotna niż pozostałe: zajęcie. Czym zająć dzieci, gdy długo jedziemy? Najprostsza rzecz to puścić im bajki z przenośnego odtwarzacza (bo na jakość streamimgu bym nie liczyła podczas podróży po bezdrożach).  Można także wręczyć dziecku tablet albo smartfon. To oczywiście jest wyjście i również z niego korzystam. Ale osobiście staram się ten czas spędzony nad ekranem ograniczyć do minimum. Moim niezawodnym sposobem na dzieci są wielkoformatowe, bogato ilustrowane książki typu: Mapy Mizielińskich, Pod Ziemią Pod Wodą, Pszczoły, Drzewa, a dla dzieci nieczytających – seria z Ulicą Czereśniową. Tam się tyle dzieje, że nie sposób oderwać się od czytania (i oglądania!). Poza tym to znakomity sposób ma przemycanie wiedzy. Moja starsza latorośl spędziła już tyle czasu nad Mapami, że niejednokrotnie zawstydza mnie, demaskując moje braki w wiedzy. Nie ignorujmy też gier planszowych, nadających się do auta. Story cubes (ograniczone pokrywką od innej gry), Scrabble w wersji na podróż, czy wszelkie gry karciane są podczas przeciągającej się podróży niezastąpione.

Wspaniałego podróżowania z dziećmi! To nieprawda, że one w czymkolwiek przeszkadzają! 🙂

Komentarzy: 0
20 lipca 2020

Dodaj komentarz

Celem korzystania z systemu komentarzy, a zatem celem realizacji tej społecznościowej usługi, w związku z koniecznością zabezpieczenia przed spamem oraz ze względu na chęć zachowania bezpieczeństwa oraz zabezpieczenia ewentualnych roszczeń osób trzecich, prosimy Cię o podanie adresu e-mail i wyrażenie zgody na przetwarzanie danych osobowych.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych w postaci udostępnionego przeze mnie adresu e-mail, imienia/nazwiska/imienia i nazwiska/nicka w celu realizacji usługi społecznościowej dodawania komentarzy. Podanie danych jest dobrowolne, aczkolwiek konieczne do korzystania z usługi. Informujemy, iż administratorem danych osobowych jest KIK TEXTIL SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ z siedzibą we Wrocławiu (dowiedz się więcej)