Z rodziną na szlaku

Mało jest tak wspaniałych rzeczy jak rodzinne piesze wędrówki.
Zanim wybuchniecie gromkim śmiechem i zawołacie: tak, jasne, doprawdy istna sielanka, odpowiem wam szczerze: wiem, o czym mowa, byłam tam. Byłam pośród jęczących dzieci, które odgrażały się, że jestem najgorszym rodzicem świata, bo każę im łazić w nieskończoność, zachwycając się pięknem górskich szlaków i za nic mając ciągłe zawodzenie i pytania ile jeszcze do końca. Ale kropla drąży kamień nie siłą, lecz częstym spadaniem, jak mawiali starożytni. Nigdy nie poddałam się i dziś moje dzieci uważają weekendowe wypady w góry za coś absolutnie normalnego i naturalnego. (Jeśli nie macie w swoich okolicach gór, nic straconego. Trekking pieszy można uprawiać niezależnie od ukształtowania terenu, a piękne malownicze szlaki są absolutnie wszędzie).

Takie wypady mają nieskończenie wiele zalet. Ja skupiłabym się na kilku dla mnie najważniejszych: odciągają dzieci od komputerów, pozwalają spędzić czas RAZEM, bez rozpraszaczy których w domu tak wiele, uwrażliwiają na piękno przyrody, pozwalają zaobserwować rzeczy, których nie sposób dostrzec przebywając w czterech ścianach, są zwyczajnie zdrowe – ruch na świeżym powietrzu, z dala od miejskich spalin to rzecz dla zdrowia nieoceniona.

Co warto mieć ze sobą, oprócz sporej ilości płynów, przekąsek oraz mapy? (względnie dobrze naładowanego telefonu, ale wciąż nie rezygnowałabym z papierowej mapy, ona nie potrzebuje zasięgu) Na pewno adekwatne ubranie. I tu ważna uwaga, szczególnie dla tych którzy dopiero zaczynają przygodę z trekkingiem. „Adekwatne ubranie” wcale nie oznacza konieczności wydania ciężkich pieniędzy w sklepie sportowym. Właściwie tylko jedno nie znosi kompromisów – obuwie. Powinno być lekkie, nieprzemakalne, o bieżniku dostosowanym do terenu – w górach nie radziłabym eksperymentować z trampkami. Ważna jest także kurtka – powinna być oddychająca, nieprzemakalna, nie przepuszczająca wiatru. Cała reszta to już kwestia drugorzędna. Nie popadajmy w przesadę, wyposażając rodzinę od stóp do głów w garderobę dedykowaną trekkingowi. Zwykłe legginsy z lycry i wygodne spodnie dresowe są tu absolutnie na miejscu. Przecież nie uprawiamy wspinaczki wysokogórskiej, tylko maszerujemy przed siebie, czyż nie?

Ja mam jeszcze jedną radę – niechaj każdy ma ze sobą jakiś plecaczek. Dzieciom małym dodaje to dojrzałości i „ważności” a także nakręca pozytywnie, starsze uczy zaś odciążania nas, dorosłych. Wiecie, dwie półtoralitrowe butelki wody to już trzy kilogramy. Dodajcie do tego furę kanapek, cztery kurtki zwinięte w rulon (bo akurat gorąco), jakiś aparat foto, przewodnik i robi się naprawdę ciężko. To wszystko rozłożone na cztery pary pleców nie brzmi strasznie.
Powodzenia! 🙂

Komentarzy: 0
16 lipca 2020

Dodaj komentarz

Celem korzystania z systemu komentarzy, a zatem celem realizacji tej społecznościowej usługi, w związku z koniecznością zabezpieczenia przed spamem oraz ze względu na chęć zachowania bezpieczeństwa oraz zabezpieczenia ewentualnych roszczeń osób trzecich, prosimy Cię o podanie adresu e-mail i wyrażenie zgody na przetwarzanie danych osobowych.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych w postaci udostępnionego przeze mnie adresu e-mail, imienia/nazwiska/imienia i nazwiska/nicka w celu realizacji usługi społecznościowej dodawania komentarzy. Podanie danych jest dobrowolne, aczkolwiek konieczne do korzystania z usługi. Informujemy, iż administratorem danych osobowych jest KIK TEXTIL SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ z siedzibą we Wrocławiu (dowiedz się więcej)